Piszę, bo jednak czuję, że powinnam dać jakiś znak. Jestem. Żyję. I wracam. Jeśli ktoś chce niech wpada na nową świeżynkę, coś czego trzeba mi było. Nowy start.
11.12.2015
11.09.2015
0.
Liczne tatuaże czarne i kolorowe zdobiły jego idealnie wyrzeźbioną sylwetkę. Jedne miały swoje znaczenie, drugie były zupełnie przypadkowe. Nie przejmowały go żadne opinie na jego temat, igła była dla niego narkotykiem, zapomnieniem o problemach. Ucieczką od rzeczywistości. Pieniądze nie grały dla niego wielkiej roli, stawiał na wykonanie, i za każdym razem był zachwycony.
Czarny 'x' na karku zakazywał zbliżania się do niego. Małe skrzydła w odcieniach szarości na lewym obojczyku przypominały mu jego matkę, a mały czarny kruk tuż przy lewym nadgarstku opisywał jego. Ciągle walczący, nie do pokonania.
Chyba tak długa przerwa od pisania nie zrobiła mi dobrze, nie pamiętam o czym miało być tamto opowiadanie, bo w końcu tylko ja taka clever nie zapisuję pomysłów, haha. Wizja Leona w tatuażach prześladuje mnie już dłuższy czas (zaklepuję ten pomysł haha) nie pytajcie jak doszłam do takiej fabuły, co prawda, postać V(F)ilu nie jest jeszcze wykreowana, ale to taki mały pikuś, oczywiście, ten 'prolog' jest tylko moją małą propozycją, a jeśli nie przypadnie wam do gustu trafi na jakiegoś 'nowego' bloga, nieobliczalna ja hahaha.
ASK
6.07.2015
02| Mnie nie oszukasz
Z dedykacją dla Miśka
Bardziej się nie da Castillo
Koszula w kratę idealnie opina tors szatyna ukazując jego mięśnie, które swoją drogą muszę być świetnie wyrobione.
- Siądziemy?- pyta a ja uśmiecham się.
Znalazłam ideał do książki.
- Jasne- szepczę zdając sobie sprawę, że chłopak oczekuje mojej odpowiedzi.
26.06.2015
01| Pilot
Pozostało: 58 dni
Godzina: 15:00
Gniotę kolejne puste opakowanie po nuggetsach i odrzucam je na drugi koniec pokoju. Patrzę na ekran laptopa i jednym przyciskiem klawiatury, który ma swoje położenie w doskonale obeznanym mi miejscu, usuwam wszystko to co napisałam.
Przerzucam wszystkie nagrania rozgrywek ubiegłego sezonu NBA z nadzieją, że gdzieś znajdę mecz którego dawno nie oglądałam, albo chociaż pilot od plazmy.
Nadal wierzysz, że coś znajdziesz?
Idiotka.
21.06.2015
00| Sześćdziesiąt dni
Dla Sydney za jej wery gud inglisz :D
ach te nasze głupoty inteligent poziom hard
To wszystko Twoja wina
- Castillo, do cholery na tyle Cię stać?- podniesiony głos szefa skierowany wprost do mnie na chwilę przytkał moja uszy.
- Widocznie- szepczę.
- Dziewczyna z którą podpisałem kontrakt pisała zupełnie inaczej.
Wiem to.
Wzdycham, kolejny szkic wyląduje wśród swoich braci. Śmietniku powitaj nowe dziecko.
- Postać jaką wykreowałaś mija się zupełnie z tym co piszesz, nieśmiała dziewczyna, to przeboleję ale dlaczego jest aż tak odważna?- pyta i odrzuca plik kartek na mały stosik moich innych prac.
Wzruszam ramionami.
- Brakuje Ci uczuć, miłości i zranienia. Nie możesz pisać o miłości w momencie kiedy nie kochasz nikogo, nie czujesz tego co piszesz.
Kocham swoje ciepłe kapcie i małe przytulne mieszkanie, nie wystarczy? Zacznę pisać książki o związku butów z pudełkiem, trójkąt zapewni mi rozgłos.
Śmieszne.
Nie.
Wcale.
17.04.2015
Chapter 3: Nie tylko Tobie
Wyciągam rękę w stronę
dziewczyny, która spogląda na mnie zdziwiona.
- No, błagam, nie daj się prosić, jesteśmy na balu.
Posyłam w jej kierunku krótki uśmiech. Dziewczyna po
chwili niepewnie kładzie swoją dłoń na mojej. Kiwa twierdząco głową i lekko
łączy nasze palce. Przyciągam dziewczynę do swojego boku i idę z nią na
parkiet. Mijamy każdą tańczą parę. Zatrzymujemy się na środku, pod białą
siatką utrzymującą wiele tysięcy balonów pod sufitem. Muzyka zmienia swój rytm
i z głośników wydobywa się wolna piosenka. Uśmiecham się do siebie i gratuluję
sobie w myślach. Zawsze miałem to wyczucie, staję naprzeciwko
dziewczyny, robię kilka kroków w jej stronę i oplatam swoje ręce wokół jej
talii. Dziewczyna chichocze i zarzuca swoje ręce na moje ramiona, splata je ze
sobą z tylu mojej szyi.
- Brakowało mi tego.
- Nie tylko Tobie- odpowiadam i zatapiam twarz w
zagłębieniu jej szyi.
Zaciągam się jej perfumami o zapachu róży,
doskonale wie, że je uwielbiam. Przymykam oczy i cieszę się że mam ją przy
sobie tu i teraz.
Wstaję ze swojej kanapy, która
swoją drogą jest dość niewygodna. Syczę czując ból w plecach. Nigdy więcej
spania na kanapie. Schodzę z dywanu i idę w kierunku mojej sypialni, staram się
iść dość szybko kiedy czuję zimno podłogi. Pukam do mojej sypialni, kiedy nie
otrzymuję żadnej odpowiedzi wchodzę i zastaję puste łóżko. Pojechała. Wzdycham
i przeczesuję swoje włosy.
Siadam na stoliku przy wyspie kuchennej, przykładam
telefon do ucha z wcześniej wybranym numerem telefonu i czekam słysząc pierwsze
sygnały. Stukam nerwowo o biały blat wysepki próbując nie rozgnieść w dłoni
telefonu. Spokojnie
Leon, jest dobrze.
- Cześć- słyszę i uśmiecham się- nie mogę teraz odebrać-
mój uśmiech szybko znika- zostaw wiadomość, oddzwonię- rozłączam się po
ostatnim usłyszanym słowie.
Opieram się o blat w recepcji.
Stoję przed pustym miejscem pracy, czekając aż moja sekretarka zjawi się w
pracy. Po chwili słyszę cichy śpiew dobiegający z kuchni, a następnie rudowłosą
która wychodzi z pomieszczenia.
- Dzień dobry, szefie- mówi w moim kierunku i szybko
zajmuje swoje miejsce uważając na gorącą kawę.
- Jakie są dziś spotkania?- pytam i przeglądam wizytówki
mojej firmy.
Przydałaby im się jakaś odnowa.
- Ma szef dzisiaj zjawić się na otwarciu nowej firmy,
udzielić wywiadu dla jednej z gazet, i spotkanie z Calvinem.
Policzkuję się w myślach słysząc jak dużo pracy czeka
mnie dzisiaj.
- Dziękuję- mówię i idę w kierunku windy.
Wciskam odpowiedni przycisk, wyciągam z wewnętrznej
kieszeni marynarki swój telefon, odblokowuję go i dzwonię po Clarie. Ktoś musi
mi towarzyszyć. Kiedy słyszę charakterystyczny dźwięk dający znak przybycia
windy wchodzę i zagłębiam się w swoim telefonie.
- Umów mnie na jutro z grafikiem- krzyczę i naciskam
przycisk oznaczający parter.
Oplatam
rudowłosą w pasie i prowadzę obok siebie. Podchodzimy do stolika najbliżej
sceny, w końcu kiedy na coś jestem zapraszany, zawsze dostaję najlepszą
miejscówkę. Odsuwam krzesełko dziewczynie, na co ta lekko się uśmiecha i siada.
Podsuwam ją bliżej stołu i zajmuję miejsce po jej prawej stronie.
- Witam wszystkich, którzy są tutaj dziś obecni- wzdycham
oddalając się myślami gdzie indziej.
Może powinienem wyjechać do Londynu? Góry mogą być
ostatecznością. Powinienem zabrać ze sobą Violettę, jej też przyda się mały
urlop. Monte Carlo, o tak to jest to.
Mrugam kilkukrotnie próbując wrócić do imprezy. Widzę jak
ludzie sięgają po swoje kieliszki z drogim, a zarazem najlepszym szampanem na
świecie, od razu idę w ich ślady.
- Za dobry start- toast zostaje wzniesiony i każdy przykłada
kieliszek do swoich ust.
Krzywię
się lekko czując smak szampana, nie jestem zwolennikiem takiego napoju. Ale
jako szef jednej z najlepszych firm nie mogę odmówić. Spoglądam na rudowłosą i
chichoczę widząc jej wyraz twarzy. Jest świetnie znaną modelką a jednak nadal
nie przyzwyczaiła się do smaku szampana z najlepszej półki.
- Wody?- pytam widząc, że dziewczyna opróżniła swój
kieliszek.
- Poproszę.
Sięgam po dzban z wodą i wypełniam nią nasze kieliszki.
Stary sposób, nie sprawdzi się w przypadku czerwonego wina, tego jestem pewien.
Rozdział zaliczę do tych krótszych, spowodowane to moim brakiem weny i sposobu. Łał, nie sądziłam, że będzie mi się tak trudno pisało drugą część. Czy ją skończę nie wiem, jednak jest mała szansa.
Zbliżamy się do roku bloga- jej radość, jedyny blog który przetwał tak długo :D
Mam w głowie dwa pomysły na opowiadania. I bardzo chciałabym żebyście wyrazili swoją opinię co do marnej drugiej części i czy podoba wam się pomysł nowego bloga, tum tum tum.
W nowym tygodniu trzy dni wolne, więc postaram się zaktualizować zakładki, kiedyś trzeba :D
Nadal zapraszam do naboru na blogu z OS [KLIK]
6.04.2015
Chapter 2: Gość
Stawiam przed dziewczyną kubek
gorącej herbaty. Siadam w fotelu naprzeciwko niej.
- Więc, co jest aż
tak ważnego?- pytam.
Wlepiam swój wzrok w dziewczynę. Zmieniła kolor włosów i
jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest jak typowa blondynka w
różowym ubraniu.
- Błagam Cię Leon, udaj mojego chłopaka- prosi.
Śmieję się, jednak po chwili przestaję widząc, że nie
żartowała.
- Żartujesz, prawda?-
dziewczyna zaprzecza kręcąc głową- Oh… Czy Nina Williams właśnie
poprosiła mnie o to abym udawał jej chłopaka? Łał. Zaskakujesz mnie dziewczyno,
bardzo- oboje śmiejemy się.
Biorę łyk swojej herbaty którą ciągle zostawiam na
stoliku z gazetami. Zimna ciesz przepływa przez moje gardło zostawiając po
sobie zimną temperaturę, której nienawidzę. Pokasłuję cicho próbując pozbyć się
chrypy którą czuję.
- To jak, zgodzisz się?- pyta dziewczyna a ja czuję na
sobie jej przenikający wzrok.
- Dobra, niech Ci będzie- odpowiadam.
Poprawiam
swój krawat, łapię dłoń Niny. Mogłem się domyślić moja kuzynka próbuje się odgryźć
na swoim byłym. Zawsze kiedy może tak robi. Ale nie z byle kim, ta rola jest w
całości moja. Już w przedszkolu wystawiliśmy spektakl przed jej byłym, i za
bardzo nam się to spodobało żeby porzucić wszystko po jednym ‘występie’.
- Gotowa?- pytam.
- Zawsze- odpowiada.
Wchodzimy do wielkiej sali bankietowej, która na
dzisiejszy wieczór przybrała złociste kolory, jakżeby inaczej. Sami bogacze,
więc i kolor musi przypominać o ich majątkach. Wzdycham. Nienawidzę tych
imprez.
- Leon?- odwracam się do tyłu i zamieram widząc Castillo.
Dwa miesiące się nie widzieliśmy a ona zmieniła się nie
do poznania. Kaskady swoich włosów, które zawsze opadały swobodnie na jej
plecach obcięła aż do ramienia. Kasztanowy kolor swoich włosów zamieniła na
blond który zajmował znaczną część powierzchni jej włosów. Od góry nadal
widoczny był jej naturalny kolor. W blasku kolorowych świateł co chwila
ujawniały się pojedyncze kosmyki miodowych pasemek. Matko, jest idealna.
- Violetta, miło Cię w końcu widzieć- mówię kiedy zdaję
sobie sprawę, że stoję i wpatruję się w jej osobę.
- Leon zostawię- słyszę głos uradowanej Niny, a to
znaczy, że już nie musimy udawać.
Kuzynka odchodzi ode mnie a ja wracam do obserwowania
Castillo.
- Szybko się pocieszyłeś- rzuca dziewczyna.
Wzdycham słysząc jej słowa. Jest o mnie zazdrosna, ale
też i bardzo dziwna.
- Sama nie jesteś lepsza- odpowiadam i podchodzę bliżej.
- To nie ja zaliczyłam każdego faceta.
- A ja nie poznałem swojej narzeczonej zaraz po tym jak
upiłem się do nieprzytomności.
- Przesadziłeś- odpowiada i stawia krok w moim kierunku.
- Ty już dawno. Pamiętaj, to Ty pierwsza mnie zdradziłaś,
twój kochaś nie potrafi trzymać języka za zębami.
Ignoruję dziewczynę i idę w kierunku baru, który jak
zwykle oferuje wiele alkoholu. Siadam na jednym z wysokich krzeseł. Opieram się
łokciami o blat.
- Woda- rzucam do barmana.
Czuję dotyk na plecach, który znam doskonale.
- Leon, proszę Cię, porozmawiajmy.
- Idź do swojego kochasia, w końcu Cię tutaj przywiózł.
- Jestem tu sama, Alex załatwiła mi wejście. Idioto
jestem tu dla Ciebie.
Wypijam szklankę wody jaką dostarczył mi mężczyzna,
odstawiam pustą szklankę i odwracam się do dziewczyny.
- Mam rozumieć, że z nim już nie jesteś?- pytam i
wpatruję się w Castillo, która nic nie mówi- tyle mi wystarczy- odwracam się
ponownie do baru.
Muskam
ustami skórę dziewczyny, prawą ręką oplatam ją wokół talii a lewą podnoszę jej
lewe udo.
- Twój kochaś nie będzie zazdrosny?- pytam i przestaję ją
całować.
- Ja… My… Nigdy nie byliśmy razem, miałeś być zazdrosny,
miałeś tylko o mnie zawalczyć, ale nie Ty uciekłeś a ja dalej ciągnęłam swoje
kłamstwa.
Puszczam dziewczynę i odsuwam się od niej.
- Mogłem się tego spodziewać, zawsze kłamiesz- mówię,
jednak kiedy zdaję sobie sprawę z tego co powiedziałem wzdycham- Przepraszam.
- Nie kłamałam
kiedy mówiłam, że Cię kocham, zawsze Cię kochałam, zawsze mi zależało-
mówi dziewczyna.
Przyciągam dziewczynę do siebie i mocno oplatam swoimi
ramionami.
- Nic już nie mów- szepczę i widzę jak na jej ciele
pojawia się gęsia skórka która po dość krótkim czasie znika.
Zdejmuję
swoją marynarkę i zarzucam ją na zupełnie gołe ramiona Castillo. Perłowa
sukienka jest piękna, ale obstawiam, że niezbyt ciepła. Oplatam dziewczynę w
pasie i przysuwam do swojego boku, próbując ją ogrzać.
- Kiedy wracasz?- pytam.
- Rano, muszę załatwić jeszcze kilka spraw, i zwolnić się
z pracy- dziewczyna śmieje się cicho.
Uwielbiam jej cichy chichot, który zawsze potrafi mnie
pocieszyć.
- Jesteś zwolniona- śmieję się i składam pocałunek na
włosach dziewczyny.
Jej włosy zawsze pachną wanilią, która w połączeniu z jej
włosami nie daje o sobie zapomnieć. Świat idealny.
- Jaki jest tego powód?- pyta.
- Romansowała pani z szefem- śmiejemy się.
Mokrego dyngusa :DDziś bez jakiejś normalnej notki, zapraszam w linki niżej:
Nabór jest otwarty: http://ritmo-os.blogspot.com/
Idę prosto jednak przystaję, kiedy zauważam brak windy. Od zawsze tu była, a może nie. Drapię się w tył głowy próbując sobie przypomnieć cokolwiek. Spoglądam na prawo gdzie słyszę różne chichoty i dostrzegam tabliczkę, bądź też zwykły napis z farby. Mrużę oczy w celu przeczytania liter, tak to ewidentnie wskazuje na schody, albo pomieszczenie pracowników, nie jestem pewny.~ Chapter 2: Pomyłka
26.03.2015
Chapter 1: Zmiania planów
Rzucam się na kanapę naciskając zieloną słuchawkę na ekranie smartfona tym samym przyjmując połączenie. Przykładam urządzenie do ucha i czekam aż niebiański głos dosięgnie moich uszu.
- Leon, jesteś tam?- słyszę niepewny cichy głosik szatynki.
- Jestem, gdzie miałbym być?- pytam i cicho się śmieję.
- To nie było śmieszne.
- Owszem było, to jak tam w sprawie Twojego przylotu do mnie?
Szatynka wzdycha co wyraźnie słychać.
- Nie wiem czy uda mi się dotrzeć przed całym tym zamieszaniem. Uwierz Leon wyszykowanie się na kolację zaręczynową nie jest proste. Mam nadzieję, że przyjedziesz. Będziesz prawda?
Od kilku tygodni żyję ze świadomością, że Violetta ma kogoś innego, i to nie na krótko, a prawdopodobnie na zawsze. Przytakuję na jej pytanie jednak po chwili zdaję sobie sprawę, że szatynka nie widzi moich gestów.
- Tak- odpowiadam cicho, krótko i na temat.
Przeczesuję włosy wolną dłonią próbując szybko znaleźć jakiekolwiek pytanie. Wcześniej miałem ją masę, teraz mam nagły brak.
- Muszę kończyć, chyba Timmy już wrócił. Do zobaczenia Leon- słyszę spokojny głos szatynki.
- Do zobaczenia- odpowiadam, jednak po chwili zdaję sobie sprawę, że odpowiada mi tylko szum.
Rzucam zrezygnowany telefon na fotel leżący niedaleko mnie, biorę jedną poduszkę i zarzucam ją na swoją twarz. Idiota.
Opieram się łokciami o oparcia mojego fotela. Splatam ze sobą palce, zastanawiając się co powinienem wybrać. Drewno czy cegły. Garnitur czy tylko zwykłą koszulę. Wzdycham przyglądając się masie ofert na moim biurku. Od dawna brakowało mi w tym oddziale kilku ciekawych klientów, a jeśli ktoś ciekawy już się trafia to oczywiście plany mają być dopiero na za dwa lata.
Słyszę sygnał telefonu służbowego i od razu naciskam zielony przycisk przełączając rozmowę na tryb głośnomówiący.
- Leon Verdas, w czym mogę pomóc?- pytam ciesząc się, że w końcu trafi się jakieś ciekawe zlecenie.
Jestem szefem, przyjmuję każde zlecenie, i oczywiście odpowiednim osobom je zlecam. Bo kto lepiej zna możliwości pracownika niż jego szef? No właśnie, nikt.
- Milly Dowson, dzień dobry. Dzwonię w sprawie ciekawych ofert jakie pańska firma oferuje, nasza firma jest dość przekonana, aby projektowanie i zbudowanie naszego kolejnego oddziału oddać w wasze ręce. Czy istnieje możliwość aby w niedługim czasie odbyło się spotkanie w sprawie zapoznania?
- Oczywiście- odpowiadam- Kiedy Pani chciałaby się spotkać?
- Pasuje Panu dzisiejsza data? Godzina piąta trzydzieści?
- Oczywiście, czy miejsce nie gra roli?
- Ależ nie.
- W takim razie zapraszam do mojego biura w ustalonej godzinie, do usłyszenia.
Rozłączam się i opadam na oparcie fotela. Nie cierpię tak sztywnych rozmów.
- Witam Panie Verdas- mówi brunetka.
- Witam Panno Dowson- mówię i całuję dłoń kobiety.
Dobre wrażenie. Zrobione.
- Deyer- mówi kobieta.
Daję sobie w myślach mocne uderzenie w policzek. Zmyłka.
- Najmocniej przepraszam- wypowiadam i wskazuję dłonią na jedno z krzeseł w sali konferencyjnej.
Brunetka siada, a ja zajmuję miejsce na wprost niej. Otwieram swój segregator i szykuję się do pokazywania odpowiednich portfolio właściwych pracowników.
- Jaką ma pani ogólną wizję?- pytam przyglądając się jak kobieta otwiera swoją teczkę.
- Tak więc, naszkicowałam pewien pomysł, oczywiście, nie jest on dokładnie taki jaki mi się marzy, jednak jest to już jakąś podstawą- brunetka przesuwa w moim kierunku kartkę, którą od razu podnoszę i skanuję wzrokiem- Zdaję sobie sprawę, że mogłam popełnić kilka błędów, ale jak pewnie już wiesz Leon, nie zajmuję się tym zawodowo. Mam nadzieję, że mówienie po imieniu nie jest dla Ciebie żadnym problemem.
- Oczywiście, że nie jest. Z tego co tutaj widzę, będzie trzeba wprowadzić tylko kilka małych poprawek, parę szczegółów nie jest zgodnie z ogólnymi zasadami budownictwa. Ten projekt jest nawet dobry- mówię patrząc na brunetkę i zerkając na kartkę.
- Miło mi, że mówi to tak świetna w swojej branży osoba. Jeśli zgodzisz się chciałabym, abyś to Ty nadzorował pracę nad tym projektem jak i osobiście go poprawił.
Uśmiecham się w stronę kobiety.
- Umowa zostanie dostarczona jutro Panno...
- Wystarczy Cannello
- Panno wystarczy Cannello- żartuję na co oboje śmiejemy się.
Wstaję zaspany z łóżka słysząc głośny dzwonek do drzwi. Szuram stopami o zimną podłogę. Staję na małym dywaniku przed drzwiami wyjściowymi. Ziewam próbując odgonić od siebie sen, przecieram oczy dłońmi.
- Już otwieram- mruczę mając nadzieję, że mój ''gość'' mnie usłyszy. Nie zniosę więcej tego okropnego dzwonka.
Otwieram szybko drzwi i wpatruję się przed siebie.
- Chyba pomyliłaś mieszkania- rzucam wpatrując się w dziewczynę.
Rozdział pierwszy z dość lekkim poślizgiem, za co przepraszam. W sumie niczym nie jestem w stanie powalić, wszystko pisane na szybko, więc jakość też nie najlepsza.
Opóźnienie spowodowane dość ważnymi jak dla mnie sprawami i szkołą, tak, szkoła nie jest tajemnicą. Ale jestem, na, na, na.... Rozdział drugi postaram się dodać o wiele szybciej i nad jakością postaram się popracować
Nadal mam ochotę na napisanie czegoś z lekką tajemnicą ;>
5.03.2015
Chapter 0: Przesłuchanie
- Lepiej jeśli zacznie mówić pan prawdę.
- Ciągle to robię- rzucam i uderzam zdenerwowany pięścią w stół.
- Panie Verdas proszę się uspokoić, zaczniemy od początku.
Odnajduję dłonią szklankę z wodą i przesuwam ją z miejsca na boki.
- Panna Smith była pana pracownicą?
- Skoro jest tak napisane w jej papierach to raczej oczywiste.
Wzdycham. Spoglądam na zegarek na ciemnej ścianie, siedzę tu już dwie godziny i kolejny raz odpowiadam na te same pytania.
- Czy nie wie pan kto mógłby chcieć śmierci panny Smith?
- Nie wiem, jestem tylko jej szefem. Żadne spowiedzi nie obejmują naszych relacji zawodowych.
Rzucam i podnoszę się w górę na swoim krzesełku.
- Proszę chwilę pomyśleć- policjant zaczął nalegać.
Wlepiam w niego swój wzrok. Facet siedzi w swojej robocie co najmniej kilka długich lat, pewnie coś koło dziesięciu, wnioskuję to po zadrapaniach na jego mundurze, odznace i dość starym modelu zegarku, który został wycofany w latach dziewięćdziesiątych.
- Alex żyje, prawda? Nie rozumiem tego całego zamieszania. W odróżnieniu od pana mam masę roboty, i całą firmę na głowie- unoszę swój głos, uderzam pięściami o stolik i opieram się na łokciach.
- Proszę mi dać ostatnie kilka minut- kiwam twierdząco głową nie ukrywając znudzenia- W jakich okolicznościach widzieliście się państwo ostatni raz?
Sięgam dłonią do krawatu i luzuję lekko supeł.
- Ostatni raz widzieliśmy się dwa miesiące temu, w mieście- przełykam ślinę, próbując jak najlepiej przypomnieć sobie wszystkie zdarzenia- Wróciłem na jeden dzień po dość ważne papiery, niestety nikt nie wiedział o moim krótkim powrocie, nawet moja dziewczyna.
- Jak ma na imię?- przerywa mi policjant.
- Violetta, mogę mówić dalej?
- Oczywiście.
Siadam wygodnie na krzesełku.
- Alex jako jedna z moich pracownic, dość wtajemniczona w życie mojej firmy, dowiedziała się, że opuszczam Brooklyn. W zamian za milczenie zażądała przysługi, jeśli tak mogę to nazwać, zgodziłem się nie wiedząc o co chodzi. Skończyliśmy w jej sypialni- kończę mój monolog nie wdrążając się we wszystkie szczegóły.
- Myślę, że tyle mi wystarczy.
Oddycham spokojny z wielką ulgą. Całe szczęście nie muszę nic więcej opowiadać.
- Jakie pan utrzymuje stosunki z Violettą. Castillo, jak mniemam?- kiwam twierdząco udzielając odpowiedzi na pytanie.
- Jesteśmy przyjaciółmi- rzucam zaplatając ramiona w supeł- To wszystko?- pytam po kilku minutowej ciszy ze strony policjanta.
- Tak, w razie pytań odezwiemy się- mówi w moim kierunku.
Wstaję ze swoje miejsca i wychodzę z pomieszczenia.
Mamy dziś czwartek więc post dodany :D Takie dość krótkie wtajemniczenie, bo w końcu początki muszą być krótkie :D
Co powiecie o takim dość tajemniczym początku?
Zakładka bohaterów zostanie udostępniona jeszcze dzisiaj :D
25.02.2015
Epilog: Jesteś obok kiedy Cię potrzebuję
[Tak, nie wiedziałam co mogę dalej pisać ^.^ Kto wie, może pojawi się druga część opowiadania, taka trochę później, albo nowa historia (co jest bardziej prawdopodobne)
Przepraszam, że trzeci fragment jest pisany w innym czasie, nie mam głowy go poprawiać]
[Pewien fragment dedykuję pewnej ważnej dla mnie osobie, być może kiedyś znów tutaj wejdziesz i domyślisz się o który mi chodzi]
Przepraszam, że trzeci fragment jest pisany w innym czasie, nie mam głowy go poprawiać]
[Pewien fragment dedykuję pewnej ważnej dla mnie osobie, być może kiedyś znów tutaj wejdziesz i domyślisz się o który mi chodzi]
Violetta odkłada swój kieliszek na stół, patrzy na mnie
wzrokiem jakiego nigdy nienawidziłem.
- Więc mnie zostawiasz?- pyta łamiącym głosem.
- Violetto nie robię tego. Nie zostawiam Cię.
Szatynka przygryza dolną wargę.
- Ale tak to wygląda.
- Jadę do Brooklyn'u tylko w sprawie firmy, nie robię
tego z przyjemności.
Tak, właśnie zdałem sobie sprawę, że ta kolacja
wszystko pogarsza.
Jesteś moim
słońcem, które świeci w każdy dzień.
Jesteś moją drogą, której nie mogę zgubić.
Jesteś moją drogą, której nie mogę zgubić.
Jesteś moim narkotykiem, wystarcza mi Twój widok.
Siadam po stronie łóżka na którym leży szatynka. To nasz
ostatni poranek. Biorę głęboki wdech i lekko przeczesuję palcami jej włosy,
schylam się i składam delikatny pocałunek na jej policzku.
- Wstajemy księżniczko- szepczę po chwili.
Co jeśli żadne z nas nie da rady? Co jeśli ta odległość
jednak nas rozdzieli?
Szatynka budzi się i kładzie swoją dłoń na mojej.
- Witaj mój książę- szepcze ledwo słyszalnym i łamiącym
się głosem.
Jak tylko wróciliśmy do apartamentu Violetta płakała. Nie
umiała przestać, nie chciała. A ja za wszelką cenę starałem się ją pocieszyć.
Teraz tylko żałuję, że właśnie wtedy jej o tym powiedziałem.
Kiedy wiem, że jesteś obok
wszystko jest inne.
Kiedy mam Cię w swoich objęciach czuję się wyjątkowy.
Kiedy Twoje usta dotykają moich czuję się jak w niebie.
- Chciałbym, żebyś to wzięła- szepnąłem bawiąc się małym
czerwonym pudełeczkiem.
- Co takiego?- spytała szatynka unosząc się z mojej
klatki piersiowej.
Otworzyłem pudełeczko i odwróciłem je w stronę
dziewczyny. Łzy zaczęły wypływać z jej oczu. Czy ten prezent jest tak okropny?
- Piękne- szepnęła patrząc na wisiorek.
Szlifowany rubin jednak zrobił na niej wrażenie.
- Ale za drogie, nie mogę tego przyjąć- powiedziała i
musnęła prawą dłonią mojego policzka.
- Proszę, to prezent, a prezenty się przyjmuje- szepnąłem
i wyjąłem z pudełeczka naszyjnik.
Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem, kiedy spostrzegła
co mam w dłoni skinęła głową i odwróciła się do mnie plecami.
Przegarnąłem dłonią jej włosy na bok, przełożyłem z
przodu naszyjnik i zapiąłem go pozwalając mu upaść na skórę szatynki. Violetta
wzdrygnęła się czując zimno biżuterii. Schyliłem się i musnąłem ustami kark
dziewczyny. Poprawiłem jej włosy i przyciągnąłem do swojej klatki piersiowej.
Uwielbiam to, kiedy
nie potrafisz wybrać.
Uwielbiam to jak patrzysz na mnie swoimi oczami.
Uwielbiam widzieć Twój uśmiech.
- Ej, uśmiechnij się- mówię w stronę szatynki.
Posyłam w jej stronę uśmiech, który i mi jest trudno
odnaleźć. Przykładam dłonie do jej policzków, kciukami lekko unoszę kąciki jej
ust w górę.
- Tak jest lepiej- szepczę.
Opuszczam dłonie i wpatruję się w szatynkę.
- Leon ja nie potrafię.
Czuję jak moje serce trzaska na kawałki. Przyciągam
szatynkę do siebie, modno oplatam ją dłońmi w pasie, jak gdyby to był koniec. W
końcu to jest swego rodzaju koniec.
- Wiem, że dasz radę- składam pocałunek w zagłębieniu jej
szyi.
- Kocham Cię- szepcze szatynka.
Odsuwam się od niej kawałek i muskam jej usta. Opieram
swoje czoło o jej, prawą dłonią unoszę jej policzek i wpijam się w jej usta.
Ten ostatni raz.
- Ja Ciebie też- szepczę i przytulam szatynkę.
Zaciągam się jej zapachem, którego będzie mi brakować.
Przepraszam Cię,
za wszystko co sprawiło Ci ból.
Przepraszam, za każdy smutek na Twojej twarzy.
Przepraszam, jeśli nie było mnie wtedy przy Tobie.
Wyglądam przez małe okienko samolotu. Nadal tam jest. Stoi w miejscu w którym ją opuściłem. Mam nadzieję, że ten rok nie będzie długi. Podnoszę dłoń i macham nią do szatynki, ta po chwili odmachuje. Jestem w stanie dostrzec jej rozmazany makijaż, czerwone oczy i masę łez, ale nawet w takim stanie jest dla mnie idealna.
Samolot unosi się w powietrze. Więc, to już tyle? Patrzę na wszystko co jestem w stanie dostrzec. Chcę zapamiętać każdy szczegół, każdy budynek. Wszędzie widzę ją. Ale wiem, że nie szybko znów będę miał ją w swoich ramionach.
Od kiedy Cię znam potrzebuję
Twojej obecności.
Od kiedy pamiętam, życie z Tobą było lepsze.
Po prostu Cię kocham.*
*napisane przeze mnie, spokojnie nigdy więcej pisania wierszy, o ile tak to można nazwać.
W pierwszym planie Leon miał wyjechać zostawiając Violettę, w drugim miało być wszystko happy a teraz jest trzeci plan i Leon wyjechał, pozostając w dobrych relacjach z Violettą.
Dziękuję wam, że byliście ze mną przez cały czas.
Mam nadzieję, że epilog chociaż minimalnie wam się podoba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









